Rozstanie z Linuksem
Poszukiwacz- tak mógłbym siebie określić. Gdy muszę podjąć jakąś istotną decyzję lubię wiedzieć na czym stoję przeczesuję internet, zgromadzone publikacje i wszelkie dostępne mi materiały w celu rozszerzenia swojej wiedzy w interesującym mnie temacie. Jeśli mam taką możliwość to próbuję kilku rozwiązań by wybrać to najlepsze. Co jakiś czas weryfikuję podjęte poprzednio decyzje i sprawdzam czy inne wyjście nie jest korzystniejsze. Tak było też z Linuksem.
Linuksa używam od przeszło 7 lat. Przyciągnęła mnie niespotykana możliwość konfiguracji i dostosowania właściwie wszystkiego. W Linuksie właściwie wszystko dało się zrobić, a jeśli czegoś się nie umiało to przecież zawsze zostawało radosne zawołanie “RTFM!”. Potencjalna przewaga nad ówczesnymi produktami Microsoftu była ogromna(1), a jedyne co trzeba było zrobić to usiąść w kącie z instrukcją i budować. W Linuksie wszystko było klockiem, a sama ich ilość mnie fascynowała i czasami potrafiła przerazić. Często łączenie poszczególnych klocków ze sobą zajmowało długie dni ale przecież bycie geekiem do czegoś zobowiązuje. Te wszystkie godziny spędzane na dłubaniu traktowałem jako zabawę, a w najgorszym razie jako koszt, który trzeba zapłacić za bycie wolnym. Wolność była wyborem ale i produktem, którego poszukiwałem. Z czasem moje priorytety się zmieniały i zrozumiałem, że wybierając jedną z możliwości zawsze rezygnuje się z innej (2).
Przejdź do dalszej części wpisu »



