Wróciłem do Debiana

Mogłem tą notkę umieścić wcześniej, lecz ciągle nie byłem pewien, czy zostanę z Debianem, czy powrócę do Windowsa.

Kilka dni po opublikowaniu wpisu Rozstanie z Linuksem usunąłem z dysku Vistę i zainstalowałem na nowo Debiana Sid. Powód? Nie mogłem wytrzymać w środowisku Windows- być może istnieje dla niego wiele fajnych programów pisanych przez firmy trzecie, ale nie zmienia to faktu, że samo środowisko jest tak niesamowicie ograniczone w porównaniu do tego, do czego się przyzwyczaiłem używając Debiana, że po prostu nie mogłem w nim się odnaleźć ani nawet z nim wytrzymać. Czułem się jak w klatce nie mając dostępu do podstawowych, moim zdaniem, funkcji systemu operacyjnego, jak chociażby schowek pod środkowym klawiszem myszki lub wirtualne pulpity. Próbowałem wielu programów mających wprowadzić potrzebne mi funkcje, ale niemal żaden nie odpowiadał moim wymaganiom, które chyba nie są aż tak wygórowane. Oczywiście, że dla środowiska Windows napisano wiele fajnych programów ale ja już wolę swojego Debiana z Linuksem i KDE4.

Porywając się na nieco samoanalizy psychologicznej mogę zgadywać, że wspomniany przeze mnie wyżej krytyczny wpis spowodował pewne wewnętrzne oczyszczenie poprzez wyżalenie się na kilka spraw, dzięki czemu jest nam (mi i Debianowi) ze sobą znów dobrze ;-) .


Mijający tydzień z perspektywy siodełka

W tygodniu, który się już jutro kończy na rowerze jeździłem zaledwie w czwartek i piątek. We wtorek zgodnie z zamierzeniami udałem się do pracy tramwajem, a wieczorem przygotowałem holendra Kasi do jazdy (nawet udało mi się zrozumieć jak zamontowane do niego dynamo działa :-) ). Niestety okazało się, że w środę muszę jechać w miejsce gdzie rower musiałbym zostawić przypięty właściwie na ulicy, na co się Kasia nie chciała zgodzić, więc kolejny dzień minął mi bez roweru.
Przejdź do dalszej części wpisu »


Mój Europejski Dzień Bez Samochodu

3 tygodnie temu postanowiłem używać roweru do poruszania się po mieście- głównie mając na myśli dojazdy do pracy i powroty z niej. Przez pierwsze dwa tygodnie wykorzystywałem rower przez trzy dni z pięciu z różnych powodów- najczęściej nie byłem pewien czy nie będę musiał gdzieś służbowo jechać i wracać z innego miejsca niż zostawiłem rower. W ostatnim tygodniu nie jechałem na rowerze ani razu. Spowodowane było to nagłym spadkiem temperatury (rano było kilka stopni!) oraz tym, że po oddaniu krwi dotkliwiej odczuwam niższe temperatury.

Dziś jest wyjątkowy dzień bo Europejski Dzień Bez Samochodu, który od dawna chciałem uczcić jadąc do pracy rowerem. Niestety ale wczoraj trochę zmokłem wieczorem i meteo zapowiadało opady przez cały dzisiejszy dzień. Nie powiem, żeby ta wiadomość mnie ucieszyła. Do pracy dostałem się tramwajem lecz nie zabierałem parasola- nie wiem dlaczego nie chciałem go brać ze sobą. W ciągu dnia padało chwilę około godziny 11, a potem ani kropla już nie spadła. Wracając do domu (znów tramwajem) widziałem sporo osób starających się poradzić sobie na rowerze (to naprawdę widać gdy ktoś nie jeździ regularnie) i sam żałowałem, że nie zabrałem żelastwa ze sobą.

Co z jutrem? Może was zaskoczę ale jutro też pojadę tramwajem. Do pracy zwykle jeżdżę holendrem Kate i nie wyobrażam sobie już używania roweru górskiego do jazdy po mieście. Problem jest w tym, że oswietlenie w rowerze nie działa- prawdopodobnie opony były wymieniane przez poprzedniego właściciela na węższe i dynamo jej nie dosięga. Mógłbym użyć lampki na baterie ale lampka Kate ledwo co zipie, a w mojeje zgubiła się (na trasie) jedna z gumek trzymających i lampka kilkukrotnie już mi spadła. Jutro postaram się jakoś sprawę dokładniej wybadać bo jazda rowerem do pracy jest dużo lepsza (kiedyś o tym napiszę :-) ) niż jazda czymkolwiek innym.


Pierwszy raz oddałem honorowo krew

Pierwszy raz dziś byłem w stacji krwiodawstwa oddać honorowo krew. Pomysł nachodził mnie od kilku miesięcy i w końcu doczekał się realizacji dzisiejszego dnia.

Nie mogłem znaleźć nigdzie informacji o godzinach otwarcia punktu przy ulicy Wojska Polskiego w Szczecinie więc założyłem, że jeśli będę tam na 8:30 to stacja powinna już być otwarta albo po prostu poczekam na otwarcie do godziny 9. Na miejscu byłem mniej więcej planowo i czekać na otwarcie nie musiałem. Podczas rejestracji dostałem ankietę do wypełnienia, a później udałem się do lekarza gdzie sprawdzono moją wagę, wzrost oraz dane z ankiety. Po wyjściu z gabinetu udałem się do laboratorium gdzie pobrano ode mnie krew do testów, a później pierwszy raz odwiedziłem bufet zamieniając bon na wafelka oraz czekoladę z mlekiem. W laboratorium miałem pobieraną krew z żyły, a nie z palca (być może przez kilka początkowych razy jest to norma) co skutkowało dłuższym czasem oczekiwania na wyniki (około 30 minut), więc posiedziałem sobie w bufecie. Po powrocie na piętro czekałem jeszcze około kwadransa i poinformowano mnie, że moja krew jest dobra i nadaje się do oddania. Udałem się piętro wyżej gdzie spędzając w całkiem wygodnym fotelu około kwadransa na wyczytanie swojego nazwiska zastanawiałem się jak wygląda sala znajdująca się za ścianą, na której oddaje się krew. Wyczytano moje nazwisko i po założeniu fartucha wkroczyłem do sali, w której się wszystko odbywa. Pomieszczenie okazało się duże, a miejsc do oddawania krwi było kilka (nie liczyłem ile ale na oko było ich więcej niż 10). Skierowano mnie na jeden z foteli gdzie podłączono mnie do aparatury i dokładnie wytłumaczono jak to wygląda i powiedziano co mam robić, żeby było dobrze ;-) Dostałem piłeczkę do zgniatania, którą mi zabrano gdy nauczyłem się poprawnie zaciskać pięść. Na fotelu spędziłem około 10 minut i trzykrotnie pytano mnie o moje samopoczucie. Po powrocie do poczekalni kolejny kwadrans byłem pod obserwacją i znów trzykrotnie odpowiadałem, że dobrze się czuję. Następnie udałem się do rejestracji po karteczkę dla pracodawcy oraz do bufetu gdzie dostałem dużą bułkę, 8 czekolad oraz wypiłem latte z czekoladą. Na tym zakończyła się moja pierwsza wizyta w punkcie krwiodawstwa.

Całość trwała niespełna 4 godziny, a było to spowodowane dużą ilością krwiodawców co zawsze ma miejsce w piątki jak się dowiedziałem- około godziny 12 osoba rejestrująca się w recepcji dostała numerek 97. W samej stacji czuć było na każdym kroku życzliwość i często personel żartował z dawcami oraz pomiędzy sobą. Jeśli ktoś jeszcze się waha przed podjęciam decyzji czy oddać krew honorowo czy z tym poczekać to moim zdaniem powinien wybrać pierwszą opcję tym bardziej, że oddaną krew będzie mógł później odliczyć sobie od podatku. Jestem przekonany, że za dwa miesiące znów trafię do stacji krwiodawstwa by oddać swoją krew :-)


Opaska odblaskowa w prezencie od Motoru

tygodnik motoryzacyjny Motor z opaską odblaskową

W saloniku prasowym wypatrzyłem tygodnik motoryzacyjny Motor datowany na 1 września br. z dołączonym prezentem- samozaciskową opaską odblaskową. Opaska ma wymiary 30×3,5 cm co oznacza, że można nią objąć kostkę ze spodniami lub nadgarstek w kurtce. Na opasce znajduje się sygnet oraz logotyp GOODYEAR, co mi nie przeszkadza. Gazeta z prezentem kosztuje 1,8 złotego i jeśli jeszcze nie masz opaski odblaskowej np. na rower to warto ją zakupić- w tej cenie raczej nic lepszego się nie kupi.


Jak to się wkurzyłem na GParted

Niedawno narzekałem na Linuksa, że pochłania zbyt wiele czasu. Tak się złożyło, że w ciągu ostatnich kilku dni rozszerzałem dwa razy partycje ntfs o około 40 GB za każdym razem. W jednym przypadku użyłem programu do partycjonowania firmy Paragon dołączonego niedawno do jednej z gazet- rozszerzenie partycji zajęło mu około 5 sekund bez ani jednego resetu- od razu spod Windows się cała rzecz odbyła. Za drugim razem chciałem użyć tego samego narzędzia lecz okazało się, że nie działa ono pod Vistą więc pierwszą moją myślą było “gparted!”. Ściągnąłem iso, wypaliłem, zbootowałem, kliknąłem i patrzę na pasek postępu: pozostała 1 godzina z minutami. No dobra, trudno; zjadłem kolację, poszwędałem się i wracam do ekranu, a tam pasek pierwszy doszedł do końca i pojawił się drugi oznajmiający, że do zakończenia pozostało ponad 2 godziny! Poszedłem spać.

Nie wiem i prawdę mówiąc nie bardzo mnie to interesuje dlaczego musiałem czekać ponad 3 godziny używając oprogramowania wolnego, gdy to samo zajęło programowi windowsowemu kilka sekund. Nadal jestem z tego powodu poddenerwowany.


Blogrollamaga

Linkipolecane

Infoilicencje

Weblog Tao amaga napędza WordPress dostępny na licencji GNU GPL. Za wygląd odpowiada zmodyfikowany przez autora tego bloga the "dark" theme dostępny na licencji GNU GPL, którego twórcą jest Wolfgang Bartelme.

Creative Commons License
Wpisy i komentarze są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska chyba, że jest gdzieś wyraźnie napisane inaczej.