Moje miejsce pracy- biurko
W ostatnim wpisie opisywałem moje miejsce pracy bezpośrednio przy serwerach i obiecałem, że wkrótce opiszę moje biurko- i właśnie to czynię.
W ostatnim wpisie opisywałem moje miejsce pracy bezpośrednio przy serwerach i obiecałem, że wkrótce opiszę moje biurko- i właśnie to czynię.
Ze sporym zainteresowaniem oglądam miejsca pracy innych informatyków (lepiej oddaje to co mam na myśli angielskie określenie IT Profesionalls) ponieważ uważam, że miejsce pracy świadczy o człowieku- jego sposobie pracy, nawykach i calej otoczce. Wydaje mi się, że z kilku zdjęć przedstawiających biurko można nie tylko sporo dowiedzieć się o człowieku, ale i czasami nauczyć się kilku ciekawych rzeczy. Nawet nie będę klamał, że przez myśl mi przeszło, że z mojego miejsca pracy można się czegoś nauczyć, ale już od dawna miałem ochotę przedstawić kilka zdjęć swojego stanowiska. Na początek miejsce gdzie do niedawna starałem się spędzać większość swojego czasu: serwerownia.
W niedzielę miałem okazję wybrać się na łuczniczy tor strzelecki z Kasią i Raffkiem. Rafał, który nas zaprosił, sam strzela już od kilku miesięcy. Nigdy do tej pory nie miałem w ręce łuku, choć wielokrotnie grając w różne RPG miałem z nimi do czynienia
W każdym razie było mroźno, a nawet nieco zimniej- na szczęście śnieg jeszcze w Szczecinie nie leży. Udało nam się wytrzymać trochę ponad godzinę, ale było naprawdę świetnie- niemal każda z wypuszczonych przeze mnie strzał utkwiła w tarczy. Nie chcę przedwcześnie niczego deklarować, ale mam nadzieję, że do wiosny będę miał okazję jeszcze ze dwa razy postrzelać, a potem być może sam dokonam zakupu jakiegoś łuku. Naprawdę polecam taką formę aktywności fizycznej bo daje sporo satysfakcji, gdy uda się oddać niezły strzał- co czasami równe jest po prostu trafieniu w tarczę.
Większość strzał wypuściłem z łuku o naciągu 35 funtów, ale miałem okazję kilka razy strzelić z drugiego o naciągu 35 funtów. O ile z pierwszego szło mi nieźle i dopiero po kilkudziesięciu strzałach ręka zaczęła dawać znać, że się zmęczyła, o tyle naciągnięcie 45 funtów było wyzwaniem za każdym razem.
Na swoim livie umieściłem kilka zdjęć z tego dnia, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany to zapraszam!
Wreszcie wpadły w moje ręce zamówione kilka dni temu książki :-> Miałem nadzieję, że przyjdą w piątek ale niestety znów zostałem zaliczony do tych 20% ludzi, u których przesyłka priorytetowa Poczty Polskiej idzie dłużej niż jeden dzień
Właściwie to nieco irracjonalne z mojej strony, że tak się cieszę na wieść, że czeka mnie olbrzymia ilość nauki ale co tam- martwić się będę jak zacznę to czytać, a jest co bo razem niemal półtora tysiąca stron!
Przejdź do dalszej części wpisu »
W poniedziałek odwiedziłem ponownie stację krwiodawstwa- wybrałem pierwszy dzień tygodnia z nadzieją, że będzie mniej dawców i cała procedura potrwa krócej. Po zawitaniu do rejestracji (i odebraniu książeczki honorowego krwiodawcy
) rzeczywiście okazało się, że chętnych do oddania krwi tego dnia jest mniej. U lekarza przy okazji usłyszałem, że są pewne problemy z moimi żyłami, które po wbiciu w nie igły traktują je jak ciało obce i się chowają, przez co krew leci wolniej. Z tego powodu mogę mieć problemy z oddaniem płytek. Na fotelu tym razem poszło mi jednak lepiej i poprawiłem się o dwie minuty- przy okazji dostałem opaskę odblaskową (nie wiem czy w nagrodę za lepszy wynik
). Na koniec chciałem się dowiedzieć kilku rzeczy odnośnie procedury rejestracji jako honorowy dawca szpiku i dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy:
Tym razem szybciej doszedłem do siebie po oddaniu krwi, ale chyba złapało mnie jakieś choróbsko bo zacząłem kaszleć. Kolejną wizytę w stacji mam zaplanowaną na 19 stycznia
.
W ostatnią niedzielę byłem z Kasią na spotkaniu fundacji Krwinka zajmującej się pomocą ludziom z chorym szpikiem kostnym. Spotkanie odbyło się w ramach VI edycji programu “Dawca szpiku”.
Nigdy nie byłem szczególnie zainteresowany oddawaniem szpiku- jakoś wolę myśl, że będzie się znajdował tam gdzie jest i nikt go nie będzie wciągał strzykawką wbitą w moją miednicę. Krew mogę oddać i jakoś nie mam z tym problemu. Na szczęście dowiedziałem się, że szpik można pobierać również na podobnej zasadzie jak krew, a mianowicie z żyły. Bez wdawania się w szczegóły napiszę, że przez kilka dni dostaje się zastrzyki pobudzające wytwarzanie szpiku, a później ląduje się na fotelu z dwoma igłami wbitymi w rękę, z których jedna krew wyciąga i przekazuje do jakiegoś urządzenia, które wyciąga z niej szpik, a następnie przekazuje ją do strzykawki, dzięki której krew wraca do organizmu. Mam nadzieję, że nie zrobiłem błędu w powyższym opisie, bo właśnie takie wnioski wyciągnąłem z filmu Życie za Życie, który był prezentowany. Sam film był całkiem przekonujący i w tej chwili jestem skłonny zarejestrować się jako dawca pod warunkiem, że nikt nie będzie mi robił nakłuć w miednicę.
Jeśli już wspomniałem o filmie to krótko opiszę całe spotkanie. Na początku odbyło się wprowadzenie i został wyemitowany film nagrany kilka lat temu, opowiadający o dawcach szpiku. Film nie był zbyt długi ani zbyt męczący, ale dostarczał sporej dawki informacji dla kogoś słabo obeznanego z tematem. Po filmie nastąpiła część Q/A czyli ludzie zadawali pytania, a osoby związane z fundacją starały się na nie odpowiadać w stopniu jak najbardziej zrozumiałym dla przybyłych. Na stołach znajdowały się ankiety i karty zgłoszeniowe, dzięki którym można było zostać wpisanym do bazy danych dawców szpiku. Okazało się, że frekwencja znacznie przekroczyła oczekiwania (nasze i organizatorów) i możliwość zarejestrowania się jako dawca musiała zostać okupiona (szacunkowo) kilkugodzinnym oczekiwaniem w kolejce. Nie miałem z Kasią możliwości poświęcenia takiej ilości czasu i postanowiliśmy zrezygnować z oczekiwania na pobranie krwi i rejestrację. Dowiedzieliśmy się, że można się zarejestrować jako dawca szpiku w innych miejscach (np. w punkcie oddawania krwi). W ciągu najbliższych dni wybieram się właśnie do punktu krwiodawstwa więc zapytam o szczegóły dotyczące rejestracji w bazie dawców szpiku.
Wczoraj miałem okazję uczestniczyć w szkoleniu z oprogramowania Symantec Endpoint Protection 11. Jako, że szkolenie miało miejsce w Warszawie i planowany czas rozpoczęcia ustalony został na godzinę 9:00, byłem zmuszony wyjechać wieczorem dnia poprzedzającego szkolenie. Już od początku zrobiło się ciekawie, gdy po wejściu do wagonu zostałem poinformowany, że nie mogę zająć swojego miejsca ponieważ w przedziale wysiadło ogrzewanie i zostałem skierowany na miejsce zastępcze. Po przeczekaniu początkowego chaosu (nie tylko ja musiałem zmienić swoje miejsce) zorientowałem się, że w skład wyposażenia mojej kuszetki nie wchodzi prześcieradło…
Na miejscu okazało się, że szkolenie zostało przełożone z godziny 9 na 11, a mail z tą informacją powinien do nas trafić dnia poprzedniego. Po krótkim telefonie okazało się, że nie trafił i nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego. Nadprogramowe dwie godziny spędziłem zapoznając się z Bartłomiejem Sollichem- inżynierem Symanteca prowadzącym szkolenie, oraz rozmawiając z informatykami z centrali spółki.
Przejdź do dalszej części wpisu »