Dokąd pójdę?
staracie się, wysilacie, tworzycie… czy ktoś to doceni? nie oszukujmy się; w perspektywie 50 lat nikt o was nie będzie pamiętać, więc po co się męczyć?
Powyższe słowa napisał wczoraj na blipie Vagla. Kontekst był zupełnie inny, ale pomyślałem, że użyję tego cytatu jako wyjściowego dla tego wpisu.
Jak zapewne wiecie wkrótce ma się pojawić Windows 7. Blisko miesiąc temu Mariusz Kędziora opublikował na swoim blogu wpis, w którym przedstawił tabelę z funkcjami, które będą zaadaptowane w nowym systemie. Nie jestem ZU i wiem, czego potrzebuję do codziennej pracy oraz zabawy z komputerem. Tak się złożyło, że funkcje, na które czekałem dostępne są wyłącznie w wersji ultimate, która kosztować ma 319,95 dolarów. Licząc po dzisiejszym kursie dolara będzie to na pewno powyżej 1000 PLN. Zadałem sobie pytanie: czy jestem tak bogaty/głupi by obciążać taką kwotą nasz domowy budżet? Przecież nie wezmę Windowsa na raty…
Microsoft jest spółką i ma akcjonariuszy, więc oczywistym jest, że musi zarabiać pieniądze, ale czy koniecznie na mnie? Nie chcę wydawać tak dużej sumy pieniędzy ponieważ pojawił się nowy system Microsoftu, który jest znacznie lepszy od poprzedniego. Nie chcę być zmuszonym, by co kilka lat wydawać kilkaset złotych tylko dlatego, że system, który mam przestał być wspierany. Mam pewne zasady i po prostu nie zamierzam piracić oprogramowania jakiekolwiek by ono nie było. Myślę, że nie jestem osamotniony w takim myśleniu. Jeśli jakaś firma koniecznie chce używać (nie ukrywam, że niezłych z punktu widzenia korporacji) produktów Microsoftu to niech za nie płaci. Zwykły użytkownik nie powinien mieć nakazu płacenia za oprogramowanie tylko dlatego, że chciałby posiadać komputer. Każdy powinien posiadać prawo do dokonania wyboru: płacę bo chcę lub nie chcę i nie płacę.
Z wykształcenia i z zawodu jestem informatykiem, i przyznam, że lubię to robić. Lubię pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy i widzieć, że moja praca naprawdę się komuś przydaje. Zadaję sobie czasami pytanie, czy to co robię za 20, lub za 50 lat jak w cytacie Vagli, okaże się komuś przydatne? Nie łudzę się, że za tyle lat ktokolwiek będzie pamiętał o tym co robię, ale czy to, w co jestem zaangażowany dalej będzie komuś przydatne, czy to coś dalej będzie w ogóle istnieć? Patrzę na moje codzienne zajęcia i nie mogę się przekonać do tego by potakiwać głową. Technologia, którą wykorzystuję dziś, której uczyłem się wczoraj, może już jutro nie istnieć tylko dlatego, że firma, która ją stworzyła stwierdziła, że nie jest już tak zyskowna i nie ma sensu jej dalej używać.
Myśli opisane wyżej były wyjściem, do głębszego zastanowienia się nad tym czego chcę od życia i do czego dążę. Naturalnym miejscem, w które zwróciły się moje myśli był Linux i dystrybucje powstałe wokół niego i projektu GNU. Takie zestawienie dało mi silne podstawy do tego, bym miał pewność, że to co robię nie zniknie za kilka lat, a do tego mam szansę pomóc nie kilku, kilkudziesięciu lub setce, ale dużo większej liczbie osób. Długo zastanawiałem się nad konkretną dystrybucją- szukałem projektu przyjaznego przede wszystkim zwykłym użytkownikom, który to właśnie rozwój w tym kierunku uznaje za swój priorytet. Przyjrzałem się kilku dystrybucjom, niektóre przetestowałem, i ostatecznie wybrałem Ubuntu. Wydaje mi się, że jest to dystrybucja, której cele są bardzo zbieżne z moimi- mam nadzieję, że dzięki temu nasza współpraca będzie szczególnie owocna. W tej chwili od kilku dni używam wersji rozwojowej 9.04 i pracuję w środowisku GNOME.
Nie chcę być opacznie zrozumiany; nadal zamierzam pracować tam gdzie pracowałem, nadal zamierzam uczyć się wykorzystywać produkty Microsoftu w swojej pracy zawodowej, ale prywatnie chcę robić coś ważniejszego niż konsumowanie rzeczywistości.
Co dalej? Mam kilka pomysłów, z których choć część chciałbym wcielić w życie. Mam nadzieję, że starczy mi sił i czasu na realizację choćby część z nich
Aha, przy okazji:



Link do komentarza
Bardzo miły wpis. Niestety obecnie większość użytkowników nie zdaje sobie nawet sprawy, że ma jakiś wybór. Po kupnie komputera jest tylko wybór czy kupić “program” za kilkaset złotych czy go wgrać od znajomego. Jak czasem zaczynam tłumaczyć o Linuksie kompletnemu laikowi to zawsze trafiam na pytanie typu “a będzie .. gra chodziła?”, “żeby kamera internetowa działała” itp.Nie oszukujmy się, użytkownicy Linuksa to nie są zwykli posiadacze komputerów. Myślę, że nie przesadzę pisząc tu, że jest to swojego rodzaju elita
PS Ach, znów wykład typowego linuksiarza, jacy to my nie jesteśmy świetni
Link do komentarza
O, altruista. Dobrze, więcej takich.
Link do komentarza
@Adrian: Rzeczywiście istnieje problem w rozmowie nt. Linuksa z ZU, ale wydaje mi się, że brak porozumienia wynika z niemożności porozumienia co do istoty tematu. Będąc technicznym myślisz zupełnie inaczej niż osoba, dla której komputer i system nie są celami, ale jedynie niewiele znaczącymi narzędziami do utrzymania kontaktów. Na co dzień w pracy zawodowej i prywatniej mam do czynienia z wieloma osobami, dla których zmiana tapety w Windowsie, lub włączenie paska szybkiego uruchamiania jest problemem- rozmawiam o problemach tych osób z komputerami i widzę, że w większości przypadków mogłyby bez problemów używać np. Ubuntu. Temat jest naprawdę szeroki i chciałbym (jeśli czas pozwoli) poświęcić temu zagadnieniu jeden z najbliższych wpisów.
Link do komentarza
W mojej firmie pracujemy od 3 lat na linuksie. Obecnie 80% pracownikow (czyli 4 z 5, nie mowilem ze to duza firma
ma Ubuntu takze w domu i na prywatnych laptopach.