3 tygodnie temu postanowiłem używać roweru do poruszania się po mieście- głównie mając na myśli dojazdy do pracy i powroty z niej. Przez pierwsze dwa tygodnie wykorzystywałem rower przez trzy dni z pięciu z różnych powodów- najczęściej nie byłem pewien czy nie będę musiał gdzieś służbowo jechać i wracać z innego miejsca niż zostawiłem rower. W ostatnim tygodniu nie jechałem na rowerze ani razu. Spowodowane było to nagłym spadkiem temperatury (rano było kilka stopni!) oraz tym, że po oddaniu krwi dotkliwiej odczuwam niższe temperatury.
Dziś jest wyjątkowy dzień bo Europejski Dzień Bez Samochodu, który od dawna chciałem uczcić jadąc do pracy rowerem. Niestety ale wczoraj trochę zmokłem wieczorem i meteo zapowiadało opady przez cały dzisiejszy dzień. Nie powiem, żeby ta wiadomość mnie ucieszyła. Do pracy dostałem się tramwajem lecz nie zabierałem parasola- nie wiem dlaczego nie chciałem go brać ze sobą. W ciągu dnia padało chwilę około godziny 11, a potem ani kropla już nie spadła. Wracając do domu (znów tramwajem) widziałem sporo osób starających się poradzić sobie na rowerze (to naprawdę widać gdy ktoś nie jeździ regularnie) i sam żałowałem, że nie zabrałem żelastwa ze sobą.
Co z jutrem? Może was zaskoczę ale jutro też pojadę tramwajem. Do pracy zwykle jeżdżę holendrem Kate i nie wyobrażam sobie już używania roweru górskiego do jazdy po mieście. Problem jest w tym, że oswietlenie w rowerze nie działa- prawdopodobnie opony były wymieniane przez poprzedniego właściciela na węższe i dynamo jej nie dosięga. Mógłbym użyć lampki na baterie ale lampka Kate ledwo co zipie, a w mojeje zgubiła się (na trasie) jedna z gumek trzymających i lampka kilkukrotnie już mi spadła. Jutro postaram się jakoś sprawę dokładniej wybadać bo jazda rowerem do pracy jest dużo lepsza (kiedyś o tym napiszę
) niż jazda czymkolwiek innym.