Czasami warto się ruszyć
Końcówkę ostatniego tygodnia miałem całkiem intensywną. W piątek musiałem zostać nieco dłużej w pracy, a potem śpieszyć się do domu, by zjeść obiad i zdążyć na masę krytyczną. Nie powiem, że specjalnie mi się chciało, bo byłem po prostu zmęczony po pracy, ale warto było. Nie dość, że pojechałem z shenn, to jeszcze pojechaliśmy na “miastowych” rowerach- ja na mifie, a Kate na swoim holendrze. W związku ze startem bloga Szczecin Cycle Chic tematem przewodnim masy było wspomniane Cycle Chic.
(zdjęcia z masy udostępniłem za zgodą shenn, która jest ich autorką i posiada do nich wyłączne prawa)


